Pomóżcie przetłumaczyć

Temat przeniesiony do archwium

Brak wkładu własnego
Wpis zamieszczony (lub przeniesiony) do grupy "Brak wkładu własnego" oznacza, że autor wpisu nie zadał sobie trudu samemu spróbować poradzić sobie z zadaniem lub prośba o tłumaczenie została przepuszczona przez Google Translator. Jeśli ktoś z użytkowników forum ma czas i ochotę może odpisać na taki wpis ale jeśli takiej odpowiedzi nie będzie - nie ma co się denerwować - po prostu nikomu nie chce się odrabiać zadań za kogoś ;-)

Dlatego zachęcamy do własnych prób - szansa na odpowiedź jest znacznie większa.

Jako grupa z psami ratowniczymi (GPR OSP Wołczkowo) organizujemy rajd Polsko - Niemiecki.
Przygotowuję stacje rajdu i na jednym z nich będzie przejście ścieżką przez bagna. Napisałem historię z dreszczykiem, ale mój niemiecki, nie jest na tyle dobry, żeby był ten dreszczyk również po przetłumaczeniu.
Czy ktoś by się podjął. Wiem tekst jest długi, ale szukam życzliwej osoby, która pomoże.

Kończyła się jesień. Liście dawno opadły już z drzew zasypując całe drogi. Działo się to we wsi Zigenort (Trzebież), pod koniec XIX wieku. Rodzina z dwójką dzieci poszła na wieczorny spacer. W pewnym momencie dwie córki odłączyły się od rodziców i pobiegły ścieżką na bagna. Rodzice szybko pobiegli za nimi, jednak dzieci zniknęły za zakrętem. Rodzice wołali, szukali, jednak szybko zapadł zmrok. Wszyscy mężczyźni z wioski z latarniami poszli szukać dzieci jeszcze w nocy, a później poszukiwania trwały przez kilka dni, jednak nic prócz dwóch bucików córek nie znaleźli. Rodzice nie przestali szukać, co dzień chodzili na bagna. Kiedy pewnego dnia nie wrócili, mężczyźni znowu wyruszyli na poszukiwania. Po kilku godzinach znaleźli dwa ciała, rodzice z rozpaczy odebrali sobie życie. Powiesili się na drzewie w miejscu gdzie odnaleziono buciki. Od tamtego czasu, ludzie zapuszczający się na bagna, mówili, że słyszą śmiech dzieci lub płacz dorosłych, widziano też postacie rodziców, błądzące po ścieżkach. Przestano chodzić na bagna. Po wojnie legenda o tej tragedii przetrwała, ale ludzie już w nią nie wierzyli. Pewnej jesieni dwóch krewkich młodzieńców, Janek i Henryk, na zakrapianej imprezie, założyło się, że pójdą w nocy na bagna. Poszli dodając sobie animuszu kolejną porcją alkoholu. Szli wąską ścieżką, po lewej i prawej stronie były topiele. Nagle usłyszeli jakby śmiech dwójki dzieci. Zatrzymali się nasłuchując, ciarki przeszły im po plecach. Śmiech powtórzył się dużo bliżej. Zaczęli oświetlać miejsce skąd dochodził dźwięk, jednak światło latarki nie było zbyt mocne. W pewnym momencie na granicy światła zobaczyli dwie dziewczynki. Pomyśleli, że to koledzy robią sobie żarty. Zawołali je, a dziewczynki zaczęły się zbliżać. Mężczyźni znieruchomieli, kiedy postacie zbliżyły się, ujrzeli, że ich sukienki i włosy ociekają wodą. Nie było im już do śmiechu, zaczęli uciekać, a za sobą cały czas słyszeli śmiech dzieci. W pewnym momencie Henryk przewrócił się, a Janek biegł dalej, chociaż kolega wzywał pomocy. Po chwili głos kolegi i śmiech dzieci ustał, jednak on biegł dalej przed siebie. W pewnym momencie, na drodze, którą biegł, zobaczył dwójkę stojących ludzi. Ucieszył się, myśląc, że to znajomi z imprezy. Podbiegł do postaci i zobaczył, że jest to kobieta z mężczyzną, trzymający się za rękę i strasznie płaczący. Postać mężczyzny wyciągnęła rękę, jakby chciała go zatrzymać i zachrypniętym głosem zapytała czy nie widział ich dwóch córek na bagnach. W tym momencie Janek przypomniał sobie o rodzicach dzieci, którzy rozpaczali po stracie dwóch córek. Zrozumiał, że to duchy. Szybko wyminął postacie i pobiegł do miejscowości opowiadając tam o swojej przygodzie. Chociaż następnego dnia trwały poszukiwania Henryka, który pozostał na bagnach, nic nie znaleziono. Ludzie znowu przestali chodzić na bagna.


Uważajcie na siebie ………..